O mnie

Właściwie to nie mam pojęcia od czego zacząć. Nigdy nie lubiłam pytań, kim jesteś, czym się zajmujesz, jakie jest twoje hobby. Pomijam fakt, że są to pytania rodem z kozetki terapeutycznej u psychologa.
Co by nie było, sama jestem sobie winna, więc postaram się wam nakreślić chodź trochę obraz mojego jestestwa.

Kim to ja jestem?

Od razu nasuwają mi się idiotyczne odpowiedzi.
Pamiętacie książkę “Oto jest Kasia”? Więc ja właśnie jestem taką Kasią. Może nie do końca, jak z tej książki, ale jednak chyba gdzieś tam sporo z tego psotnika, buntownika jest we mnie. Raczej nigdy nie dążyłam w tak prymitywny sposób do samodestrukcji, jak tytułowa bohaterka. Niestety decyzje jakie podejmowałam nie zawsze były słuszne. Odkąd pamiętam miałam swoje zdanie i chadzałam swoimi ścieżkami, nawet w dzieciństwie. Był tam jakiś moment, że koleżanki były wyznacznikiem mojego świata. Ale właściwie od zawsze szybciej wspólny język odnajdowałam z chłopakami, i tak zostało do dzisiaj. Taka Kasia, chłopczyca z obdartymi kolanami, porwanymi rajstopami, z bezwzględnym- co w sercu to i na języku.
Niestety ta ostatnia cecha do dziś potrafi przysporzyć mi kłopotów. Ludzie jakoś nie lubią, kiedy jest się szczerym. Postrzegają to jako chamstwo. Cóż, jak dla mnie, niech będzie, Kasia chamka. Wolę być chamska, aniżeli sztucznie miła.

Kasia Kowalska

Trochę czuję się jak taka pani po kilku głębszych, która po raz setny opowiada tę samą historię. Jednakże obiecuję, że będzie to mój ostatni.
Jako dzieciuch, jednym z moich naj wykonawców była Kasia Kowalska. Uwielbiałam słuchać jej muzyki. Godzinami potrafiłam przesiadywać latem na balkonie, wczuwając się w każde Kaśki słowo i wyć razem z nią, tj. ja wyłam, ona śpiewała.
Pamiętam, mieliśmy taki radiomagnetofon- Kasprzak, z jedną szufladą na kasety. To właśnie on głównie służył mi do odsłuchiwania muzyki. Później dorobiliśmy się już takiego lepszego. Miał dwa głośniki, dwie kieszenie na kasety i mnóstwo kolorowych diod wokoło, które się świeciły po uruchomieniu sprzętu. I tak sobie siedziałam na tym balkonie i marzyłam o byciu Kasią Kowalską. Jakby nie było, można te marzenie zaliczyć do puli spełnionych, ponieważ za sprawą pewnego osobnika zostałam nią. Do dzisiaj śpiewać potrafię tylko, kiedy jestem sama, ale właściwie to taki mały niuans.

Zufi

Nazwa bloga jest mi szczególnie bliska, ponieważ wzięła się od pierwszych dwóch liter imion moich dzieci: zu od Zuzi i fi od Filipa.
Na pomysł wpadłam kilka lat temu, podczas jednego z kolejnych razów, kiedy to miałam startować z blogiem.
O krótkiej historii bloga możecie przeczytać we wpisie “Pomysł na bloga? Dlaczego nie 😉“.
Nazwa jest o tyle ciekawa dla mnie i mojej rodziny, iż nie wykluczamy w przyszłości użyć jej jako imienia dla naszego kolejnego czworonożnego przyjaciela.

Charakterystyka bloga

Na mojej stronie głównie znajdziecie wpisy z moich wypadów, no właśnie, i tutaj pojawia się problem. Do tej pory mieszkałam w mieście, obecnie pośrodku pola. Krowy i owce to moi najbliżsi sąsiedzi. Niewłaściwe więc byłoby stwierdzenie, że wyjeżdżam poza miasto. W zasadzie teraz częściej jeżdżę do miasta, nie odwrotnie. W każdym razie, jak zwał tak zwał- są to rodzinne wypady do miasta, lub nie rzadko wędrówki po okolicznych terenach. Nadmienię, iż nie byle jakie są to tereny, bo szkockie.
Poza podróżami będzie sporo też o książkach i filmach. Osobny dział poświęcony będzie wpisom dotyczącym życia codziennego, nie tylko mojego.