Zapach cedru Ann-Marie MacDonald — recenzja książki

Recenzja książki Zapach cedru Ann-Marie MacDonald

Bardzo długo zajęło mi przeczytanie tej książki. Kiedy zaczynałam, myślałam: ee, co to dla mnie niecałe 600 stron, szybko pójdzie. Tymczasem było ciężko, naprawdę. Nie spodziewałam się takiego ładunku emocjonalnego, jaki będzie towarzyszył tej książkę.
Z jednej strony dłużyła mi się, momentami czułam autentyczne znużenie, jednak treść była tak: trudna, ważna i wymagająca, że nie mogłam odpuścić.
Bywały chwile, że chciałam nią cisnąc w kąt, kłóciłam się sama ze sobą… było trudno, czasami przewidywanie. Tyle razy, ile mnie ta pozycja zabiła, nie jestem w stanie nawet zliczyć.

Krótko o fabule

Zapach cedru opowiada historię młodych, zakochanych w sobie ludzi, o ich ucieczce przed oczekiwaniami świata, czasów, w których przyszło im żyć. Dość szybko idealne wyobrażenia na temat wspólnego życia ulegają rozproszeniu. Główna bohaterka przestaje już być muzą dla swojego męża, on natomiast opiekunem i wspaniałym kochaniem dla niej.

Materia, bo tak miała na imię bohaterka, bardzo młoda, piękna libańska dziewczynka, szaleńczo zakochana w Jakubie, starszym od niej o kilka, kilkanaście lat młodym mężczyźnie.
Jakub, stroiciel fortepianów, bardzo ambitny Szkot, od początku do końca, skrupulatnie planujący swoje życie.

Bardzo nieśpiesznie poznajmy bohaterów od momentu ich wspólnej ucieczki, do śmierci, a nawet dłużej. Początkowo historia skupia się wokół Materii, Jakuba i ich cudownej, piekielnie uzdolnionej córki Katarzyny.
Później, kiedy Katarzyna w końcu zaczyna rokować na cudowną śpiewaczkę oraz z powodu niewłaściwych myśli i uczuć, jakimi darzy ją jej własny ojciec, aby uciec pokusie, mężczyzna wywozi córkę do Nowego Jorku, gdzie ta pobiera nauki u najlepszego wówczas nauczyciela śpiewu.

Wspaniały talent brzmi w otoczce zupsucia.

Następnie poznajmy losy sióstr Katarzyny. To, kim są początkowo, i stają się z czasem po zdarzeniach i doświadczeniach, z jakimi nieustannie przyszło się im zmagać.

Nie ma żadnego: ale

Wielu decyzji podjętych przez bohaterów nie rozumiem i zapewne nigdy nie zrozumiem. Czasy nie ułatwiały wyborów. Zamiast szukać szans, zmuszeni byli dostosować się do tego, co życie niosło nie dając nic w zamian.

Nie jestem w stanie opowiedzieć wam wszystkiego w taki sposób, aby nie zdradzić za wiele. Napiszę jedynie, że według mnie ta książka jest arcydziełem sama w sobie. Ilość zła, a zarazem dobra i miłości, jaką można w niej znaleźć jest swego rodzaju dawką śmiertelną. Ta powieść nie posiada drugiego dna… ma ich setki. Tyle niewypowiedzianych słów, mimo jej obszerności, tyle treści między wierszami…

Polecam wam tę lekturę z całego serca. Jeżeli jednak ktoś nie przepada za nieśpiesznym tokiem opowiadanych historii musi to wziąć pod rozwagę. Jak już wspomniałam wyżej, Zapach cedru wlecze się niemiłosiernie do samego końca. Nie ma w niej jakichś spektakularnych wybuchów, które by odcinały jedną historię od drugiej. Tutaj wszystko jest, jakby zlepkiem liter, które swoją prawdziwością i siłą porażają do głębi.

…pamięć płata nam przeróżne figle.
Pamiętać znaczy tyle co “opowieść”, a na żadnej opowieści nie można do końca polegać.

 

20 komentarzy
0 likes
Poprzedni wpis: Recenzja książki Kompleks Boga — Piotr RozmusKolejny post: Wschodni płomień Patrycja Żurek — recenzja książki

Podobne wpisy



guest
20 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Informacje zwrotne w linii...
Zobacz wszystkie komentarze
20
0
Jeżeli ci się podobało — zostaw po sobie ślad w komentarzux
()
x