Demony z przeszłości — recenzja książki Piętno P. Piotrowski

Piętno Przemysław Piotrowski

Oj, odrobinę zwlekałam z napisaniem opinii na temat tej książki. Dlaczego? Bo zaraz potem zabrałam się za kolejną książkę, która tak samo jak Piętno okazała się niezłym czytaniem. Kułam żelazo…

Wracając jednak do thrillera napisanego przez Przemysława Piotrowskiego Piętno — cóż ja mogę wam o nim napisać? Na pewno, że jest to niezła książka, ale… od początku

Krótko o fabule

Igor Brudny, brudny dosłownie (jednak zdecydowanie nie na ciele, bardziej na umyśle) i w przenośni, jak sam Brudny Harry — glina z krwi i kości. Trudny, zamknięty w sobie, z przeszłością i zarazem bez niej, wyzbyty wszelkich emocji czy zdolności do okazywania jakichkolwiek uczuć. Wiedzie spokojne, na miarę własnych możliwości, życie. Ma dziewczynę, pracę, której jest kompletnie oddany, przyjaciółkę, której zdradził więcej niż by chciał, i cholernie wysokie ambicje.
Już na początku powieści dowiadujemy się, że Brudny będzie musiał zmierzyć się z demonami przeszłości. Demonami, o których próbował zapomnieć, które wiele lat wcześniej przyczyniły się do tego, kim jest dzisiaj.

W tym miejscu przenosimy się do Zielonej Góry, miejsca, z którego przed laty Igor próbował się wydostać. Wspomnienia, jakie wiązały się z tym miejscem, wzbudzały w nim z jednej strony wstręt, z drugiej zaś strach — nawet jeśli na początku nie miał odwagi się do tego przyznać. Okazuje się więc, że warszawski twardy glina wcale taki twardy nie jest.
Początkowe zdarzenia zmuszają go więc do wyjazdu do miasta, o którym najchętniej wolałby zapomnieć. Nie może jednak tego zrobić, ponieważ wie, że w tym właśnie miejscu doszło do makabrycznej zbrodni, o której dokonanie podejrzany jest mężczyzna łudząco podobny do niego.

Igor wie, że sprawa nie będzie należała do łatwych, zdaje sobie też sprawę, że może mieć ona związek z jego przeszłością i rodziną, której nigdy nie miał i poznawać nie miał zamiaru.

Horror czy thriller, a może żadne z dwóch?

Jeżeli czytacie czasem moje recenzje, zapewne wiecie, mam w zwyczaju oceniać książki według umiejętności tworzenia świata i samego stylu autora. Tak, można tego dokonać, nie znając jego wcześniejszych osiągnięć, ponieważ styl każdego autora jest niepodrabiany. Kiedy więc zasiadam do czytania i książka płynie, znaczy się, że źle być nie może, wręcz przeciwnie. Tak było w przypadku Piętna Piotrowskiego, gdzie już sam wstęp wywołał u mnie dość duże zaskoczenie. Poza świetnie przedstawioną historią, doborem słów, konstrukcją, książka faktycznie spełniała oczekiwania zakładane na początku. Ale, jak zapewne się domyślacie, im dalej w las, tym więcej drzew, korzeni, gałęzi, mchu… Co nie zawsze się przekłada na jakość powieści, chyba że autor faktycznie będzie potrafił sobie z tym poradzić.

Jak było w przypadku powieści Piętno? Postaram się wyjaśnić w miarę szybko, bez zbędnego rozpisywania.

Mogło tak być

Oczywiście zdarzenia przedstawione w książce miały prawo się wydarzyć, bo dlaczego by nie? Oczywiście, że autor momentami odpłynął za bardzo, bo kto mu zabroni? Jednak gdzieś tam, wysoko nad głową autora powinny wisieć lejce, który powstrzymywałby zapędy twórcy, najczęściej przed nim samym i jego wyobraźnią.

Piętno Przemysława Piotrowskiego to: i thriller i kryminał, zdecydowanie nie horror, choć świetny początek wskazywał zupełnie coś innego. Dlaczego więc się czepiam?
Jak już wspomniałam powyżej, styl autora jest bardzo przyzwoity — chapeau bas panie autorze za umiejętności opisowe, zachęcające do czytania. Jednak idąc przez ten las, te wszystkie gałęzie, którymi dostałam po twarzy, korzenie, o które się nie raz potknęłam, były odrobinę irytujące.

Bohaterowie i role niczym z Holiłudu

To wszystko wina tych bohaterów, którzy byli za bardzo: albo idealni, albo nieidealni. Sam Brudny gra twardziela, który trafia do Zielonogórskiej policji, gdzie spotyka kolejnego dobrego glinę, Czarneckiego — świetnego pod każdym względem. Wszędzie eksperci lub aspirujący na takich. Zabrakło mi tej szarości, która wskazywałaby, że człowiek jest idealnie nieidealny… Tutaj jednak był albo świetny w tym, co robi, albo do dupy bez reszty. Jak się pogubił, zabłądził, to już na całego — skakał w przepaść bez linki asekuracyjnej.

Akcja, która również momentami wywoływała “uśmiech” na twarzy — poczynania bohaterów, dowolność ich reagowania na zdarzenia. Wisienką na torcie jest pan prokurator — kto czytał, ten wie, kto jeszcze nie czytał, się dowie, jak przeczyta — cóż ten mężczyzna wyrabiał. Niby taki świetny profesjonalista, który popłynął aż niemiło.
I to zakończenie, które fajnie, że sugeruje, iż będzie działo się coś dalej, jednak typowa scena wzorowana amerykańskim filmem średniej klasy B, wywołała mieszane uczucia.

Podsumowanie

Piętno Przemysław Piotrowski

Autor świetnie oddaje klimat historii, zna się na rzeczy, potrafi pisać, tworzyć i świadomie prowadzić czytelnika, czasem wodzić go za nos. Intrygi, zdarzenia, a przede wszystkim emocje, które towarzyszą całej powieści są naprawdę świetnie zaprezentowane. Tematy poruszone w książce również ważne i bardzo na czasie. Nie ma znaczenia też, że na jakimś etapie można się domyślić, kto stoi za zbrodniami, bo nie to akurat jest ważne. Jednak te przesadzone, czasem wręcz skrajne motywy występujące w powieści, nie dawały mi zupełnego odczucia radości z czytania.

Ale jak to zawsze jest, to moje subiektywne zdanie. Wiem, że książka zbiera bardzo dobre opinie, co mnie w zasadzie nie dziwi, bo sama również ją polecam. Fakt, że mnie się w niej coś nie podobało, nie ma najmniejszego znaczenia.

36 komentarzy
4 likes


guest
36 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Informacje zwrotne w linii...
Zobacz wszystkie komentarze
Poprzedni wpis: Biedni i brzydcy na celniku bogatych i ładnychKolejny post: Szybki i prosty przepis na domowe krówki

Podobne wpisy

36
0
Jeżeli ci się podobało — zostaw po sobie ślad w komentarzux
()
x