Książkę przeczytałam za sprawą koleżanki, właściwie dwóch, bo obie polecały a jedna uczyniła mi tę przyjemność i pożyczyła. Dziękuję, dziewczyny 😉
Osobiście mam mieszane uczucia i nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy mi się podobała na tyle, aby móc się nią zachwycać. Pewne jest, że książka warta uwagi chociażby ze względu na fakt, że została wyróżniona literacką nagrodą NIKE w 2013 roku. Natomiast sama autorka znana jest szerszemu gronu czytelniczemu za sprawą powieści Japoński wachlarz, gdzie opisuje swoją dwuletnią historię z pobytu w Japonii.
Powroty są zawsze najgorsze.
Młoda bohaterka powieści wraca do rodzinnego Wałbrzycha. Za sprawą reportażu dotyczącego zaginionych dzieci jaki ma napisać, wraca do miasta, w którym się wychowała i wydawać by się mogło, pochowała dawne historie rodzinne. Oczywiście nic bardziej mylnego, ponieważ od samego początku wędrówki napotyka na swej drodze nietypowych ludzi. Niesłychanie dziwne uczucie i pewnego rodzaju niepokój nie odstępują jej ani na chwilę.
Za każdym z nas kryje się jakaś historia, do której nie sposób nie wracać. Radzimy sobie z tymi powrotami różnie, dla jednych przybierają one barwy jasne, dla drugich z kolei, ciemne, czasami mroczne. Tak samo jest w przypadku bohaterki książki, która mimo chęci przeciwstawienia się przeszłości, boi się jednak do niej wracać.
Krótko o fabule.
Alicja Tabor- główna bohaterka powieści, jak na reporterkę przystało jest osobą bardzo racjonalną. Poza trzeźwą głową, nie dopuszcza do siebie ludzi z zewnątrz. Jej postawa osoby zamkniętej na uczucia innych, jest wynikiem wieloletnich rozczarowań, które korzenie swoje mają w czasach dzieciństwa.
Po przyjeździe do rodzinnego miasta rozpoczyna się jej przygoda, dzięki której ona sama może bliżej poznać siebie i historię swojej rodziny. Opowieść jaka wynika z jej powrotu do zamierzchłych czasów jest trudna, momentami mroczna, ale jednocześnie bardzo potrzebna.
Kiedy w mieście giną dzieci, Alicja żeby stworzyć dobry reportaż, postanawia zagłębić się w temat i porozmawiać z najbliższymi zaginionych. Odkrywa dzięki temu świat pełen prostych, nieokrzesanych ludzi. Jak sama autorka zaznaczyła, poza miastem i Zamkiem Książ, którego ostatnią panią była księżniczka Daisy, nic w powieście nie jest prawdą. Jednak taka dawka fanatyzmu religijnego, wściekłości, nietolerancji, rasizmu jest zatrważająca. Czułam ogromny przesyt. Zastanawiałam się w pewnym momencie, czy nasz świat faktycznie tak wygląda? Automatycznie przypomniały mi się słowa jednego z utworów Sokoła i te wszystkie portale, gdzie ludzie mogą być sobą i doszłam do wniosku, że owszem, jest to jak najbardziej możliwe. Zewsząd jesteśmy poddawani manipulacji. Dobrym tego przykładem są mass media wypierające nasze mózgi, do tego stopnia, że nie pozostaje w nich nic wartościowego, co było dla nas ważne. Jesteśmy niczym marionetki, którymi się steruje za pomocą sznureczków.
Zniekształcony obraz.
Ciężko określić, co jest głównym tematem książki, ponieważ wątki poboczne czasem wydają się znacznie górować nad pozostałymi. Poza portretem naszym, polskim, znajdujemy w niej zagadnienia bezpośrednio dotyczące dzieci. Przemoc, pedofilia, to wszystko w połączeniu z trudnymi relacjami rodzinnymi, przeplatane zjawiskami nadprzyrodzonymi, daje ponownie efekt przesytu. Jednak po dłuższym namyśle, zaczyna nabierać sensu. Trudne tematy ukazane w przesadny sposób, jak w krzywym zwierciadle- powyginane, niezdrowe, przesadne, czasem wstrętne i obrzydliwe. To wszystko jest ważne, aby móc w dosadny sposób przedstawić obraz świata, w którym żyjemy.
Podsumowanie.
Według opisu książki, autorka wierzy w dobro i wyraża chęć walki o nie. Wszystkie nieszczęścia zgromadzone w powieści dają obraz ponurego świata, w którym przyszło nam żyć. Jednocześnie nie wolno nam zapominać i nie zauważać piękna, jakie nas otacza, nawet mimo tego całego syfu wokoło. Każdy z nas może zasiać małe ziarenko pozytywnej inności. Odpowiednio je pielęgnować, przyglądać się jak kiełkuje, aż w końcu rozrasta, aby zarażać swoim dobrem innych, skłonnych do zmian.
Książka w dalszym ciągu zbiera skrajne opinie. W przypadku Ciemno, prawie noc spotkała mnie dość nietypowa sytuacja. Zaraz po przeczytaniu, moje zdanie również nie była tak pochlebna jak obecnie. Właściwie, kiedy zasiadałam do pisania mojej „recenzji”, nie widziałam w niej tyle dobrego, co w tej chwili. Dopiero dłuższa analiza pozwoliła mi znaleźć w niej to wszystko, o czym napisałam wyżej.
Ciekawostka.
22 marca w kinach ukaże się adaptacja powieści w reżyserii Borysa Lankosza. W rolę głównej bohaterki, Alicji Tabor, wciela się Magdalena Cielecka.
Zwiastun filmu możecie podejrzeć na YT. Osobiście muszę przyznać, iż nie specjalnie przypadł mi do gustu i zupełnie psuje moje wyobrażenia nt. historii. Obejrzyjcie i dajcie znać, co o tym myślicie.